Reklama
  • Poniedziałek, 18 stycznia 2016 (13:05)

    Dziecko w internecie

Sosnowiec. Mieszkanie w bloku na drugim piętrze. Schludnie urządzone. Na beżowej kanapie obok siebie Marlena i Andrzej. Ona – 43 lata, on – 50 lat. Pielęgniarka i kierowca ciągników siodłowych. Na ścianie dwa święte obrazy. W jednym z trzech pokoi schorowana babcia, mama Marleny, a w drugim Arek, 17-letni syn tej dwójki. Zza drzwi dobiega przygłuszona muzyka. Polski rap pełen bluzgów, agresji.

– I tak cały boży dzień – wzdycha wymownie Marlena. – Jak się z nami pokłóci, nie chce wyjść i puszcza sobie to świństwo na cały regulator. – Zrobię z nim porządek! – Andrzej gasi papierosa w popielniczce i zrywa się na równe nogi, ale za rękę łapie go żona. – Daj spokój, Andrzej – prosi.

– Przecież to i tak nic nie da. Postawi się, a później ucieknie gdzieś i zniknie na noc. A takie grzeczne dziecko kiedyś było... Trudno w to uwierzyć, kiedy słucha się później ich opowieści. Arek urodził się po wielu przejściach. Starali się o niego kilka lat, bo Marlena długo nie mogła zajść w ciążę. – Kiedy pojawił się na świecie, byłam wniebowzięta – opowiada.

Reklama

– W ósmym miesiącu ciąży, 2200 gramów, pięć punktów w APGAR. Z zaburzeniami oddychania, podejrzeniem choroby serca. Ale silny był. Dał radę. Skakałam nad nim jak kura nad jajkiem.

– Zawsze trochę niższy od rówieśników, nieśmiały, wycofany, grzeczny. Komputery tylko lubił. Gry, muzykę. To go kręciło najbardziej. Był nie do pobicia w jakieś kanterstrajki, asasiny i wiedźminy – dodaje ojciec chłopaka.

– Orłem nigdy w nauce nie został, ale uznanie u kolegów miał, to widziałam – potwierdza Marlena. – Przez te gry właśnie. Jakieś rekordy bił, poziomy zaliczał. Przychodzili tu do niego jeden z drugim, naparzali w klawiaturę i w myszkę.

Mój syn hejterem?

Matka chłopca nie wie, kto podpowiedział mu, że ze swoimi osiągnięciami powinien się pokazać światu. Pamięta za to, jak poprosił, żeby kupiła mu małą kamerkę i dobry mikrofon.

– Powiedział, że zakłada swój kanał dla graczy i będzie wrzucać do sieci filmiki o swoich osiągnięciach i ze swoimi komentarzami – opowiada Marlena.

– Ucieszyłam się nawet, że syn zrobi coś takiego. Dla mnie to czarna magia, ale on się nie bał. Mówił: „Mamo, jak mnie zobaczą ludzie z firm robiących gry, to zobaczysz, że będę bogaty!”. Takie tam szczeniackie gadanie. Nagrywał całymi godzinami postępy w grach. Prosił, żeby nie przeszkadzać mu i nie wchodzić do pokoju, jak pracuje. – Może to głupio dziś zabrzmi, ale w moich oczach dojrzał – przyznaje Andrzej. – Dzieciak złapał jakąś pasję, to się cieszyłem. Ja hodowałem gołębie, on grał na tym swoim pececie. Z początku nawet pokazał im kilka swoich produkcji. Na ekranie gra, a z głośnika jego komentarze: „tu wchodzę i strzelam”, „tu odkrywam ukryte przejście”, „znajduję odblokowanie hasła”.

– Nudne to było trochę, ale on mówił, że jego kumple oglądają z zachwytem – wspomina. – I nie tylko oni. Chwalił się, że mu oglądalność rośnie, ale trochę za słabo. Któregoś dnia powiedział im, że musi trochę zmienić styl. Nie wyjaśniał jak, dlaczego. Nie dociekali. – To był chyba październik 2013 roku – zastanawia się Marlena.

– Wykleił drzwi do siebie gąbką, na ścianach poprzyklejał takie opakowania do jajek. Mówił, że musi wytłumić pokój, bo lepiej się nagrywa dźwięk komentarza. Niedługo po tym jakby nabrał energii. Stał się żywszy, pewniejszy siebie. Nie wiedzieli, skąd ta przemiana, więc powiedzieli sobie, że na pewno dojrzewa. Tymczasem Arek założył na popularnej stronie drugi kanał ze swoimi filmami. Już nie tak zwyczajnymi, jak poprzednie. Komentarze do gier były na nim wyjątkowo wulgarne. – Nie miałam o tym pojęcia! – przekonuje Marlena.

– Miesiące minęły, nim się dowiedziałam. I to przez przypadek. Raz weszłam do jego pokoju, jak zostawił włączony komputer ze swoim filmem. Głos był ściszony, a i tak usłyszałam stek przekleństw jak z rynsztoka. Sama święta nie jestem, ale tam bluzgi goniły bluzgi. Matko święta! Nie wierzyłam, że to moje grzeczne dziecko może tak rzucać mięsem! Aż się czerwona z nerwów zrobiłam. Andrzejowi nawet o tym nie wspomniałam, bo syna by mi zatłukł. Czekała, aż Arek wróci. Zapytała, co tak naprawdę nagrywa do sieci. Nie powiedziała o swoim odkryciu. Zmieszał się, zrobił nerwowy. Chciał ją zbyć jednym zdaniem.

– Nie drążyłam tematu – wspomina. – Ale myślałam, że zastanowi się nad tym, co robi. A tu kilka tygodni później moja siostra dzwoni i mówi, że jej syn znalazł coś mocnego w necie. Już się domyśliłam, o co chodzi. Pojechałam do niej, do Dąbrowy. Jej Maciek, młodszy od mojego o dwa lata, pokazał, co nagrywa kuzyn. Znów włos mi się na głowie zjeżył. Na monitorze gra o jakimś bandycie, co rozwala pół miasta, ucieka przed policją, gwałci i morduje. A z komentarza mówionego głosem mojego Arka najłagodniejszy był ten w stylu: „Zerżnę cię suko na wylot, a później rozp...lę kosą!”. Mój Areczek... Jeszcze tego samego dnia chciała przeprowadzić z nim poważną rozmowę. Ale jak tylko zaczęła, wydarł się na nią, że czepia się czegoś, o czym nic nie wie. Krzyczał, że ludzie chcą właśnie takich komentarzy, bo jak są grzeczne i normalne, to nikt filmików nie ogląda – mówi Marlena.

– Jak tylko zaczął przeklinać, co tydzień przybywają mu setki widzów. Zresztą jego idol internetowy nagrywa jeszcze bardziej wulgarne komentarze do swoich filmów o grach. Spytałam Arka, po co to robi, bo przecież nikt mu za to nie płaci. A on dalej, że kiedyś mu płacić będą, ale najpierw musi sobie wyrobić markę...

Życie to nie jest gra

Starała się wychować go przyzwoicie, a nie na łobuza z kloacznym językiem. Musiała powiedzieć wszystko mężowi. Ten ostrym słowem chciał wytłumaczyć jedynakowi, że przesadza. Ale skończyło się na szamotaninie, bo mały pyskował.

– Wiem, wiem, że dziś dzieci się nie bije, ale co miałem zrobić, jak mi krzyknął w twarz, żebym się od niego odp...ł? – pyta Andrzej. – Jak ja bym coś takiego ojcu powiedział, to bym swojej gęby nie poznał. Nie pomogło. Mały uciekł z domu do kumpla, znajomego od gier. Nawet nie zawiadamiali policji, bo wiedzieli, gdzie jest. Wrócił po nocy. Bez słowa.

– I od razu nagrywał, bo w czwartek zawsze wrzucał do sieci coś nowego, a była już środa – opowiada Marlena.

– Po jaką cholerę to robi? Przecież żadna poważna firma nie zainteresowałaby się takim czymś. Chyba tak naprawdę chodzi mu tylko o uznanie wśród kolegów. Kiedyś słyszałam, jak tłumaczył jednemu z nich, że teraz ma szacunek. Stał się idolem, bo potrafi „wygarnąć gruby tekścior”. Dwa miesiące temu Arek założył z kumplami kolejny kanał. Nagrywają na niego zainscenizowane filmiki. Na przykład zaczepiają wiązką wyzwisk przypadkową dziewczynę na ulicy i później filmują jej reakcję. Albo samymi bluzgami atakują sprzedawczynię w sklepie i udają bandytów napadających na nią. – Pokazał mi to siostrzeniec – mówi Marlena.

– Za coś takiego zamiast sławy może go czekać proces, a ja zapłacę grzywnę. Mówiłam mu to, ale mnie wyśmiał. Stwierdził, że jestem niedzisiejsza. Chyba tak, skoro nie rozumiem tej wulgarności, nienawiści i agresji, tego, co stało się z moim dzieckiem. Nie takiego syna chciałam, nie takiego świata dla niego.

Olivia
Więcej na temat:Marlena | dziecko | Dziecko | Andrzej | arka | Nie | dzieci | Da | za

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.